Przytul mnie …

przytul

Czasami po prostu potrzebujemy przytulenia w życiu. Nie słów, nie porad, tylko przytulenia by lepiej się poczuć. Przytulenie leczy duszę, łagodzi niepokój i zwiększa poczucie bezpieczeństwa. Wszyscy potrzebujemy takich drobnych gestów, jak codzienne przytulenie, czy też uściski… Emocjonalne znaczenie, jakie niesie ze sobą przytulenie jest znacznie ważniejsze niż najpiękniejsze nawet słowa. A na poziomie intymnej relacji między dwiema osobami, ten rodzaj okazywania czułości jest wręcz niezbędny, aby móc potwierdzić łączącą je więź…

Życzę sobie i wszystkim tym, którzy też cierpią z powodu deficytu przytuleń i głasków radykalnej zmiany sytuacji na lepsze .  I przytulam tak od serca . Miłego weekendu . 

 

Nie szukaj, pozwól niech sami cię znajdą…

zakręceni

„Czy już zawsze będę sama?” Takie i podobne pytania zadaje sobie prawie każda samotna osoba . Im więcej o tym myślimy, tym presja szybciej rośnie. Potrzebę dzielenia życia z kimś wyjątkowym ma większość z nas. Jednocześnie mamy także takie poczucie, że znaleźć kogoś wartościowego w dzisiejszym zaganianym świecie jest wyjątkowo trudno. Nasze doświadczenia płynące z dotychczasowych osobistych mniej lub bardziej udanych związków uczą, że zaufać i otworzyć się na drugą osobę to dość ryzykowne posunięcie. A im więcej mamy lat, tym bardziej stajemy się sumą własnych przyzwyczajeń , doświadczeń i nasza elastyczność w dostosowywaniu się do drugiej strony staje się mniejsza by nie rzec dyskusyjna. No i zaczynamy mieć do czynienia z pogłębiającym się paradoksem : bo im bardziej chcemy kogoś znaleźć, tym trudniej to wychodzi; jak już kogoś spotykamy i bardzo chcemy, to coraz większy lęk przed rozczarowaniem nas hamuje a nawet paraliżuje; im bardziej chcemy uzyskać zmianę, tym mocniej obawiamy się utracić dotychczasowy styl życia i związany z nim komfort. No i jak widać , sami się w tym wszystkim kałapućkamy i zapętlamy. Presja i stres jaki nam przy tym towarzyszy, jeśli jest zbyt silny, wiąże nam nogi, ręce, odcina od intuicji i prawidłowych reakcji. A wtedy często zaczynamy robić coś wbrew sobie. Po to, aby zwiększyć szansę na znalezienie odpowiedniego partnera wikłamy się w aktywności, które nie koniecznie sprawiają nam frajdę, albo izolujemy sie od ludzi. Na logikę rzecz ujmując i w jednym i w drugim przypadku trudno oczekiwać na sukces . W psychologii i medycynie już od dawna znane jest zjawisko neuronów lustrzanych. Mówiąc najprościej, chodzi o to , że taką energię, jaką wysyłamy, oddają nam ludzie, których nią obdarzamy. Czyli np dostajemy zwrotnie jeszcze większe napięcie, niż to, które jest w nas. Dlatego warto zadbać o swoje samopoczucie. Nic na siłę ! Nie szukajmy na siłę partnera , nie nie róbmy niczego wbrew sobie , nie „grajmy na skrzypcach ” jeśli szczerze ich nienawidzimy itp. Ważne jest to, aby zadbać o te aktywności pośród innych ludzi, które sprawiają nam radość , które zwyczajnie lubimy. Wtedy tryskamy pozytywną enrgią i przyciagamy do siebie podobnych sobie ludzi.Tym sposobem zupełnie niepostrzeżenie wzrasta szansa na to, że obok nas pojawią się osoby, które lubią to samo, które budują swoje życie na podobnych zasadach co my. Oni sami nas znajdą . A wtedy o początek znajomości wcale nie musi być już tak trudno. Dodajmy, że nasze emocje wpływają także na nasz sposób myślenia i na nasze zachowania, czyli decyzje. Jeśli są miejsca , które lubimy, aktywności , które wpływają na nasze dobre samopoczucie, to korzystajmy z nich. Spotykajmy się też z pozytywnymi ludźmi. Z prostej przyczyny. To jak się czujemy, wpływa na to, jak się zachowujemy i jaką energię wysyłamy innym ludziom. Dlatego im większe napięcie towarzyszy naszemu funkcjonowaniu, tym trudniej może nam być znaleźć osoby o energii, której sami szukamy. Bo jeśli nawet bardzo staramy się kontrolować swoje emocje i zachowanie, to i tak nie jesteśmy w stanie wpłynąć na wszystkie swoje reakcje …

Byle serce odpoczęło od bólu, choć na chwilę…

sznurek

Temat żałoby wywołany na blogu ~Iwony sprawił , że postanowiłam odnieść się do niego bardziej osobiście. Żałoba jest procesem , który każdy osobnik może przeżywać inaczej. Ten indywidualny charakter przeżywania wynika z naszych różnic osobowościowych. Czytając wpis Iwonki i komentarze czytelników poczułam , że moja żałoba w pewnym sensie ciągle trwa . Praktycznie nie ma dnia bym choć przez chwilę nie pomyślała o moich bliskich , przynajmniej raz w tygodniu wpadam do nich na cmetarz zapalić znicz i pogadać… A przecież od dramatycznych wydarzeń minęło już 21 lat. Często słyszałam od osób dotkniętych nieszczęściem: bez pomocy przyjaciół pewnie bym sobie nie poradził/a… Cóż z takiej pomocy też trzeba chcieć i umieć skorzystać a i ta pomoc musi też być umiejętnie podana. W moim przypadku, gdy w jednym roku w krótkich odstępach czasowych odeszły trzy bardzo ważne w moim życiu osoby… nikt mnie nie wspierał , nikt nie spieszył mi z pomocą, zostałam z tym sama. To , że byłam sama ze swoją traumą właściwie nie bardzo mi przeszkadzało , przywykłam /sukces zawsze ma wielu ojców, z problemami od zawsze jestem sam na sam/ a i obecność innych w pierwszej fazie żałoby szczerze mówiąc przeszkadzałaby mi w przeżywaniu tego co czułam i w zasadzie każdy potencjalny pocieszyciel z tekstem „czas leczy rany” był mi intruzem. Mój ból po stracie, poczucie tragicznej bezsilności i gniew były tak wielkie , że miałam pretensje do Boga /uznałam go za bezdusznego potwora/. Miałam niewysłowiony żal do całego świata, że z sobie właściwą obojętnością kręci się dalej … Miałam pretensje nawet o to , że słońce dalej świeci , jeżdżą samochody a ludzie jak gdyby nigdy nic po prostu chodzą sobie ulicami . Krzyczałam , płakałam , wyłam … gdy zabrakło łez i sił na ekspresję zamieniłam się w drewno. Nie chciało mi się już żyć . Okazało się jednak, że nie mogę się zatracić z kretesem, że to byłoby bardzo egoistyczne. Moją „kotwicą ” okazały się być, moje, w tym czasie jeszcze bardzo bezbronne dzieci. Sama myśl , że obce ręce mogłyby wyciagnąć się w ich kierunku sprawiała mi dodatkowy dodtkliwy ból … i to dla nich zwlekałam się każdego dnia by miały co jeść i dach nad głową . Z miłości do nich i matczynego obowiązku trzeba było może byle jak, ale jednak żyć dalej. To one na przestrzeni tych pierwszych najgorszych lat były dla mnie najlepszą terapią . Zmuszały do jakiejś aktywności, wydobywały z odretwienia i nie pozwoliły mi skamienieć .
Mówi się , że najlepszym lekarstwem na ból życia jest CZAS, że leczy rany i takie tam bajery… czasem wydaje mi się , że to truizm wymyślony tylko ku pokrzepieniu strapionych serc . Moje rany z całą pewnością nie krwawią dziś tak jak dawniej. Głównie dlatego, że staram się ich nie rozdrapywać, ale wiem , że one ciągle tam są i będą już do końca. Żadna terapia, żaden poradnik nie jest w stanie ich usunąć . Z prostej przyczyny. Nasza pamięć jest czasem i naszym utrapieniem. A skoro ciągle pamiętam to jakby to było wczoraj, nie mogę przecież zakłamywać rzeczywistości i udawać , że nic się nie zdarzyło. Nauczyłam się żyć z tym ciężarem , oswoiłam się i pogodziłam z faktami. Zaakceptowałam swoją nową rzeczywistość i staram się cieszyć życiem , gdyż mam już świadomość jego kruchości i ulotności… Dla własnego dobra zaczęłam robić wszystko by moje serce odpoczęło od bólu, choć na chwilę. Mimo to tamte traumatyczne przeżycia sprawiły , że po dziś dzień towarzyszy mi głębokie przekonanie, że ani ja, ani nic wokół mnie nie jest już takie samo. Niewidoczne drzwi zatrzasnęły się z hukiem odgradzając mnie na zawsze od tamtego świata . Z czasem chcąc nie chcąc musiałam ruszyć w nowy wymiar. Dramat życiowy zawsze można wyrazić przez porównanie do ciężaru. Mówimy, że na człowieka spadło jakieś brzemię. Człowiek uniesie to brzemię albo nie uniesie, upada pod nim, walczy z nim, przegrywa albo zwycięża. Tak czy inaczej nie da się przeżyć żałoby na skróty , nie ma na nią złotych rad, nie można się na nią przygotowac jak na wycieczkę w góry … Człowiek niestety musi wszystko to co na niego spadnie przeżyć SAM, na swój własny sposób , w swoim tempie …

 

Cisza…

marek

Photography Marek Waligóra

„Pewnego człowieka zmęczył gwar miasta, który zakłócał mu medytację. Nieszczęśnik postanowił poszukać cichego, spokojnego miejsca. Przyszedł do lasu, w który nie było ani jednego człowieka, ale nie mógł się skupić, bo wszędzie brzęczały owady. Człowiek ruszył w głąb lasu, jednak tam śpiewały ptaki, zakłócając mu kontakt z jego wnętrzem i uniemożliwiając oświecenie.

Szukając ciszy, człowiek schował się w jaskini. Tam było prawie idealnie cicho, jednak dźwięk spadających kropli irytował go.
Wówczas człowiek zbudował sobie dom z izolacją dźwiękoszczelną, zamknął wszystkie okna i drzwi, ale w całkowitej ciszy coraz głośniej dobiegało „tik-tak, tik-tak”… Człowiek ściągnął zegarek z ręki i podeptał go.
Całkiem wykończony usiadł, wziął kilka głębokich oddechów, uspokoił się, zadowolony, że teraz nareszcie osiągnął ciszę. I wówczas „bum-bum…bum-bum…bum-bum…” – biło serce w jego piersi coraz głośniej i głośniej”.

Wszystkie problemy oraz rozwiązania nosimy w sobie. Nie ma ich nigdzie na zewnątrz, są w środku nas. Nie ma sensu szukać dobrostanu tam, gdzie cię nie ma, jest sens szukać dobrostan tam, gdzie jesteś…”

Autor nieznany

Wesele , ech wesele…

taniec

„Wesele!
Hej wesele, hej wesele, tańcowało.
I grało i śpiewało ile tchu.
Dla tego weseliska było ziemi mało
I nawet nieba mało było mu.
Dla tego weseliska było ziemi mało
I nawet nieba mało było mu. ”

Sądząc po tytule wpisu można z dużą dozą prawdopodobieństwa domniemać, że moja kilkudniowa nieobecność na blogu podyktowana była weselem właśnie . Faktycznie tak było … potwierdzam . Tym razem to moja siostra żeniła syna i jak stwierdziła, to drugie i zarazem ostatnie wesele w jej rodzinie, gdyż więcej dzieci już nie posiada. Tak więc nie wyobraża sobie, aby mnie jedynej siostry na nim nie było . Po takim diktum nie miałam nic do gadania . Po prostu pojechałam . Wesela nie są moja ulubioną formą spędzania czasu . Tak szczerze mówiąc to ich nie lubię, ale czasem nie ma wyjścia – prawda ? „Dla towarzystwa Cygan dał się powiesić.” A, że ode mnie nie wymagano, aż takiego poświęcenia więc łatwiej mi było podjąć decyzję. Pomyślałam sobie, że potraktuję to wesele jako instruktażowe, albowiem za dwa lata sama będę występować w roli matki weselnej .
Tym samym trochę więcej rozeznania w sprawie będzie jak znalazł i zaprocentuje w niedalekiej przyszłości.
Wracając do imprezy ,w której uczestniczyłam muszę powiedzieć , że gdy rozbrzmiały pierwsze takty muzyki oczywiście nie mogło mnie zabraknąć na parkiecie… uwielbienie tańca zwyciężyło wszelkie rozsterki. Nie muszę chyba dodawać, że bawiłam się wyśmienicie.
W moim wieku człowiek już się tak szybko nie regeneruje , więc po powrocie z wesela do własnego domu czułam się jak wrak człowieka , ale odespałam i dziś mogę nawet napisać tych kilka słów… więc nie jest źle ! Pozdrawiam wszystkich !  :-D

Taka prawda …

szaleni

…miłość to jest niecierpliwość, niekiedy brak rozsądku, czasami porażka rozumu… ale po co ludziom cierpliwość, rozsądek i rozum, jeśli nie mają wtedy miłości?… ❤️

/Piotr Adamczyk/

Jestem z tobą , ale cię nie posiadam…

bezzmian

We współczesnym świecie jakby przestało być istotne, aby „być z kimś” – teraz ludzie chcieliby „posiadać” kogoś. Szczególnie bywa to widoczne u mężczyzn, którzy uwielbiają podkreślać, że „mieli” tę kobietę. Jeżeli jednak człowiek nie potrafi wyjrzeć poza horyzont „posiadania” drugiej osoby, to nie może narodzić się bliska, autentyczna relacja.

Polska chamstwem stoi …

susz

Coraz częściej spotykam się ze skumulowaną agresją w przestrzeni publicznej, chamstwem, na które odnoszę wrażenie, że jest pełne społeczne przyzwolenie i za które nie grozi nikomu żadna konsekwencja. To zatacza coraz większe kręgi i poczyna sobie już tak śmiało, że ciężko to zrozumieć. W parku, na ulicy, na przystanku autobusowym, w sklepie, w biurze, samolocie, za kierownicą, na spotkaniu rodzicielskim i nawet w kolejce za biletami do teatru – wydaje się, że wszędzie nam chamią. Chamstwo już dawno wpisało się w krajobraz naszego życia codziennego , życia społecznego… Rozprzestrzenia się jak choroba zakaźna, która na domiar złego wydaje się być nieuleczalną. Bezsilność to uczucie, które odczuwam najczęściej, gdy widzę chamskie zachowania. Czy na chamstwo należy odpowiadać chamstwem? – Niestety, człowiek reagujący kulturalnie często na tym traci. Osoby dobrze wychowane są zawsze na przegranej pozycji. Można unikać chamstwa, ale to jest trudne . Bo chamstwo jest wszechobecne. A może trzeba po prostu schamieć jak pozostali i przestać reagować ? Nie wiem ! Na to ostatnie jeszcze nie ma we mnie zgody , ale czuję, że mój głos w sprawie to ” głos wołającego na puszczy „. Chamstwo, buractwo, „słoma z butów” – a wszystko sprowadza się do jednego: braku kultury. A tej wśród zdecydowanie zbyt wielu Polaków można szukać z przysłowiową świecą. No to może trzeba zastanowić się skąd bierze się tyle chamstwa i agresji dookoła ? Osobiście jestem przekonana , że u podstaw problemu leży dom rodzinny i wychowanie . Nie wystarczy dołożyć 500+ i oczekiwać , że reszta jakoś się sama poukłada . Dać dziecku jeść i dach nad głową to jeszcze nie wszystko. Otóż trzeba je najzwyczajniej w świecie wychować na kulturalnego człowieka a nie tylko hodować. Jeśli rodzic nie rozumie różnic między tymi pojęciami to trzeba go także edukować. I tu w sukurs rodzicom powinny iść różne instytucje do tego celu powołane , jak też i szkoły i media . Niestety media zamiast tego wsparcia promują wzorzec zachwyconego sobą hucpiarza- celebryty, który odnosi sukces, rozpychając się łokciami, szukając agresywnej konfrontacji, posługując się prymitywnym językiem przemocy. A karmiony przez lata w ten sposób widz przyjmuje ten wzorzec jako obowiązującą receptę na osiąganie celów i jako sposób na sukces. Media, jak też i internet generują chamstwo najczystszej wody a młode pokolenie niestety najczęściej wychowuje się poprzez media właśnie.
Podobnie funkcjonują również politycy, posługujący się zasadą, że wygrywa nie ten, co mówi mądrzej, tylko ten, co krzyczy głośniej, ten który potrafi być bardziej pogardliwy , arogancki, ordynarny wobec przeciwnika. Racja ginie w bełkocie. Słuchając wypowiedzi prominentnych polityków zastanawiam się, czy zdają sobie sprawę, że jako osoby publiczne, mające wyznaczać standardy, dają ludziom zielone światło na postępującą agresję, na powszechny coraz dalej idący brak zhamowań tak w sferze języka jak i obyczajów . Trudno o jeszcze bardziej czytelny przekaz . Skoro w Sejmie i w telewizji , na scenie, a nawet w kościele – tak mogą, to przecież i przeciętny Wiśniewski też może tam gdzie zechce. Chamstwo zaczęło się ludziom mylić z operatywnością ,zaradnością, dynamizmem i asertywnością. I dopóki w sferze publicznej nie pojawi się wobec tego wystarczająco silna przeciwwaga, dopóki na powrót nie wypromuje się postawy, że kindersztuba, erudycja, umiejętność słuchania i walka na argumenty, a nie poniżające bonmoty, są sexy i ok. , dopóty jesteśmy skazani na chamstwo w państwie…

Wsłuchać się w siebie …

Roberto_Kusterle_20

 

Fot. ROBERTO KUSTERLE

Gdy chcemy podjąć ważną decyzję, warto zrobić sobie „stop-klatkę” i poczuć swój oddech, sprawdzić, co się w nas dzieje, czy są jakiekolwiek napięcia a jeśli to dlaczego?Żeby usłyszeć głos intuicji musimy bezwzględnie zatrzymać się na chwilę, uspokoić, wsłuchać się w siebie. Słyszałam takie/ sarkastyczne powiedzenie, że intuicja jest jak GPS – czasami zaprowadzi nas na dno błotnistego bajora. Hmmm… podobno wszystko jest „po coś”, może więc po to lądujemy na dnie, żeby móc się z niego odbić i wypłynąć na powierzchnię – ale już jako inny człowiek?…

Podobno z wyglądu, kroku i zachowania można odczytać przeszłość człowieka. Nawet najdrobniejszy szczegół ciała coś pokazuje… My natomiast praktycznie nie zwracamy na nie uwagi.Wzrok przykuwa częściej modne ubranie niż pieprzyki na ciele, bolesność przy dotyku, trudność w porannym wstawaniu czy niemożność pochylenia się pod pewnym kątem. A ciało wciąż z nami gada, pokazuje, informuje… lecz my pozostajemy głusi. Zwykle usprawiedliwieniem dla niewsłuchiwania się we własny organizm  jest brak czasu. – To prawda, że jesteśmy zagonieni, ale wydaje mi się jednak , że to bardziej jest kwestia braku uważności i miłości dla siebie samych  niż faktyczny brak czasu…