Witaj dniu …

cafetame

Fot. Vincent Bourilhon

W nocy nie mogłam zasnąć a rano nie mogłam się obudzić . Mój mózg wydaje mi się ,że ciągle jeszcze śpi , a przynajmniej drzemie mimo iż reszta mojego ciała już wstała . Nie wiem czy to spadek ciśnienia czy co , ale czuję się jak rozlazła ameba i takoż się poruszam. Muszę zrobić sobie „transfuzję ” z dwóch kaw by znowu poczuć się jednością … Wszak umysł i ciało to jedność. Moje ciało potrzebuje sprawnego umysłu a mój umysł potrzebuje sprawnego ciała. Muszę więc napić się kawy by przy okazji obudzić też moje pozytywne „Ja” , które podrzuci mi kolejną dawkę optymizmu na tak byle jak rozpoczęty dzień. Nie ma co marudzić. Jak mówił tajemniczy mechanik Socrates z filmu „Siła spokoju” … „istnieje tylko tu i teraz”, „nie ma zwyczajnych chwil – każdy moment jest wyjątkowy i zawsze dzieje się coś unikalnego”, „nie możesz być lepszy od nikogo i jednocześnie nie możesz być gorszy”. Więc zbieram się w sobie i przyjmę ten dzień z całym dobrodziejstwem inwentarza, z wszystkim co przyniesie , albowiem „liczy się wędrówka a nie sam jej cel”…
Grunt to zachować spokój ducha , a wtedy nasza codzienność może być przyjemnością. W końcu to całkowicie zależy od nas jak reagujemy na różnego rodzaju „przeszkadzajki” , które przynosi codzienność, a które wyprowadzają nas z równowagi. To może być np. czyjaś złośliwość , krytyka, „złośliwość przedmiotów martwych”, „złośliwość losu”, wypadki, przypadki, i wiele innych. I „po herbacie !” , diabli wzięli nasz dobry nastrój i spokój ducha ! Miotamy się w emocjach , chodzimy podminowani, wściekli …Tyle, że tłumaczenie sobie „to on/ona zrobił/a, powiedział/a to i tamto” jest oddawaniem kontroli nad własnym stanem emocjonalnym innym ludziom lub jakimś bliżej nieokreślonym siłom. A przecież to ja podejmuję decyzję jak zareaguję … Oczywiście to wymaga chęci do pracy nad sobą i ćwiczeń , ale mogę was zapewnić , że warto oduczyć się wielu rzeczy by ten spokój uzyskać. :-P
Podsumowując…
Gdybyśmy zatem chcieli możliwie w najkrótszej formie podsumować zalecenia ścieżki oduczania się, która prowadzi nas do doświadczenia wewnętrznego spokoju, pozwoliłabym sobie sparafrazować tytuł znanej książki „Jedz, módl się i kochaj” i powiedzieć: „Medytuj, działaj i kochaj!”.  :-D

Swoją drogą to jestem ciekawa /choć to bez znaczenia / czy komuś poza mną zamieszczony poniżej film też się podobał?  :roll:

 

Czas przecieka mi przez palce…

.wolna                                     Fot. Fiona Louise Bajzlu.

Kolejny zmarnowany weekend dobiega końca. Za oknem pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie . Chwila przebłysk słońca , za moment ciemno i nie wiadomo skąd ołowiane chmury zwisają nad dachami , po czym leje, albo śniegowy granulat sypie się z nieba , albo jedno i drugie w jednej chwili , do tego wzmagający się wiatr i zimno … Słowem i psa nie masz sumienia wygonić na spacer a co dopiero nakazać sama sobie – rusz się wreszcie ! No idź! No nie chce mi się i już ! Poczytam sobie książkę , popatrzę w ekran monitora albo telewizora … chyba jednak napalę w piecu bo stopy i dłonie marzną mi jak zimą . Teoretycznie mamy wiosnę , ale póki co nawet marzenia i tęsknoty, które zwykle budzą się o tej porze uległy swoistej hibernacji.                            

A to ciekawe …

<Nie przestaniesz jeść ciastek – zasada Heisenberga – David R. Hawkins >
Bardzo ciekawy wykład Hawkinsa
„Problemy automatycznie zaczynają się zmniejszać, gdy kierujemy na nie naszą uwagę”
„Oświecenie jest bardzo łatwe, chodzi o to, by sobie odpuścić, natomiast ludzie ciągle się z czymś zmagają i zmagają.”

Zagubiłaś się ? Nic nie szkodzi …

bieg

Hej ! Pędzę! Po co? Oj! Nie mam czasu teraz rozmawiać! Muszę jeszcze tyle przebiec! Złapmy się później! Paaaa!

Tak pędzimy przez życie ,aż w którymś momencie z jakiegoś powodu / nieistotne z jakiego / zaciągamy hamulec, albo ktoś lub coś go nam uruchomi i zaczynamy zwalniać, zaczynamy odczuwać bezsens tego biegu i dopada nas niejasne poczucie, że „nie wiem, czego chcę…” . To może być bolesne odkrycie. Gdyż wmówiono nam , że to nie najlepiej a nawet kiepsko o nas świadczy – bo czy może być lepszy dowód na to, że jesteśmy zagubieni…? Jak to- ja zagubiona ? Dziecko może być zagubione , ale nie ja dorosły człowiek . Jak, mam się odnajdować , mieć spełnione życie, skoro nie mam pojęcia, czego pragnę…? Ogarnia nas konsternacja. Myślę , że trzeba do tego podejść inaczej . Otóż w rzeczywistości, poczucie, że „nie wiem, czego chcę…” jest sygnałem, że zaczynam się zastanawiać nad tym, czego ja chcę , zamiast gnać bezmyślnie za tym, co wszyscy wokół mnie uznali, że chcieć POWINNAM.
To sygnał, że dostrzegam jałowość życia w wiecznym kołowrotku planów, które przecież nigdy się nie kończą, bo za zrealizowanym planem A stoi A1, a potem B i C itd .
I dopóki,człowiek , wierzy, że tak właśnie musi wyglądać jego życie – nie ma nawet czasu odkryć ze zdziwieniem , że : „ojej ! … właściwie to nie wiem czego chcę…”

Mój hamulec już zadziałał … pomału uzmysławiam sobie jakie są moje priorytety i tym samym zaczynam jasno widzieć i systematyzować sobie czego ja właściwie chcę na tym etapie życia :
*cenię sobie wolny czas i chcę go przeznaczać na lekturę i realizację własnych zainteresowań
*chcę się nadal rozwijać – podróże, kino, teatr, nowi znajomi itp
*chcę przede wszystkim żyć dla siebie tzn być dysponentem w łasnego czasu … po prostu „teraz ja ” to jest moja chwila, mój margines życia, którego nie dam sobie odebrać
*ciągle chcę kochać , tańczyć i cieszyć sie życiem…

 

Więcej wiary w siebie …

skacz

Przeczytałam kiedyś , że pewien psycholog w ramach prowadzonych badań wrzucił szczura do kadzi, której brzegi były gładkie jak szkło. Szczur pływał w kółko w lodowatej wodzie, próbując się wydostać, ale szybko przekonał się, że jest w pułapce bez wyjścia. Po 15 minutach zaczął tonąć. Leżał na dnie już niemal martwy, gdy go wyłowiono. Następnie wrzucono do wody innego szczura. Ten również po kwadransie zaczął tonąć. Wtedy podsunięto mu deskę, na którą mógł się wdrapać. Szczur wypełzł na „suchy grunt” i otrząsnął się. Po chwili odpoczynku wrzucono go ponownie do tej samej kadzi. I wtedy stała się rzecz niezwykła: tym razem szczur pływał ponad 60 godzin bez przerwy, aż do całkowitego wyczerpania organizmu! Wyglądało to tak, jakby przy życiu utrzymywała go nadzieja na to, że znowu ktoś poda mu ostatnią deskę ratunku.

Na czym polega owa nadzieja? Badacze myśleli początkowo, że szczur, który znalazł się w pułapce, zaczyna tonąć dlatego, że zabija go stres. Okazało się to jednak nieprawdą – serce zwierzęcia biło coraz wolniej, jakby szczur rezygnował, dochodził do wniosku, że nie ma sensu walczyć dalej. Ta rezygnacja była odpowiedzialna za to, że zwierzę tonęło. Gdy pojawiła się nadzieja, zwierzę walczyło dalej. Rzecz ma się podobnie u ludzi. Poczucie wpływu na ważne obszary własnego życia, nadzieja na lepsze jutro, oczekiwanie na radosne wydarzenie wyzwalają energię, która sprawia, że organizm skuteczniej walczy np. z chorobą i nie poddaje się (tak jak szczur, który czeka na deskę). Nawet jeśli owo poczucie posiadania wpływu jest tylko iluzoryczne, polepsza samopoczucie i stan organizmu. Wiara czyni cuda! Podobno w człowieku jest więcej takich ukrytych samoleczących sił.
Każdy z pewnością ma za sobą doświadczenie wydarzeń, które umacniały wiarę w siebie i we własne siły. Prawdopodobnie nieobce są i te, które odbierały to poczucie. Dlatego na własnej skórze odczuliśmy znaczenie tego stanu i wiemy, że dobrze jest, kiedy w drodze przez życie kroczymy z wiarą w siebie. Żadne przedsięwzięcie nie zostanie osiągnięte bez przekonania, że mamy moc, by sprostać temu wyzwaniu. Ale wiara w siebie pomaga nie tylko w pokonywaniu kolejnych przeszkód. To nie magia, to źródło siły do śmiałego spojrzenia na swe życie. Otwiera to drogę do pozytywnej aktywności na wielu polach, rozwiązywania problemów w twórczy sposób i prowadzenia szczerych i serdecznych relacji z innymi ludźmi…